Spółdzielnia Socjalna
„Z BRZUCHA KOJOTA”

ul. Gen. T. Bora-Komorowskiego 56C lok. U14, 03-982 Warszawa
KRS: 0000551391 | REGON: 361213578 | NIP: 9522136074

KRS (*.pdf) | STATUT (*.pdf)

adres e-mail: biuro@zbrzuchakojota.pl

Beata "Cicha woda brzegi rwie"

To właśnie Beata jest główną sprawczynią całego spółdzielczego zamieszania i to ona scala nasz zespół. Podobno nie jest charyzmatyczna i przywódcza, ale to ona miała odwagę i siłę, by zebrać nasze wizje do kupy i konsekwentnie przeprowadzić nas przez góry wyzwań, rozstępując morze przeszkód i dając nadzieję na obiecaną ziemię spółdzielczą. Dlatego też wysokie konsorcjum mianowało Beatrycze prezeską naszej spółdzielni. Jeśli usłyszysz u nas jakieś brudne, ciężkie, ale wytrawne brzmienia muzyczne, to znaczy, że Bea is in da hause. Śmieje się jak Scooby Doo. Zawsze z głową w chmurach. W jej żyłach płynie kawa z cukrem. Nie jedno już w życiu wydziergała.

Magda C "Mowa srebrem, milczenie złotem"

Tajemnicza i skryta. Jaka jest, nie wie nikt. Wytrwale wspiera Beatę od samego początku i jako wiceprezeska jest jej silną podporą. Gdyby tylko było to możliwe, zrobiłaby z naszego lokalu gocławski Wersal. Nasz lokal przy Komorowskiego, jako jeden z nielicznych w tym pięknym mieście, spełnił jej wyśrubowane normy estetyczne. Nie można się do niej dodzwonić. Chętniej obserwuje z boczku, zupełnie jakby skrupulatnie zapamiętywała wszystkie ważne aspekty rozmowy. Gdy trzeba, potrafi podać argument, który może być decydujący w dyskusji (jak już postawi na swoim, to zapomnij). Wespół z Beatą podejmuje kluczowe decyzje. Wrażliwa estetyczna dusza. Również dzierga.

Magda B "Ja mam wymyślić cytat?"

Magda jest do dogadania. Raczej uśmiechnięta do życia i podobno pracowita. Wygląda na to, że głęboko wierzy w powodzenie naszego projektu. Wciąż mówi o swoich obawach, a jednak z nami jest. Nie proś jej o kilka złotych, bo jeszcze gotowa ci zapisać swoje mieszkanie. Takie serce ma ta kobieta! Należy do tzw. Żelaznej Gwardii - trzech pierwszych osób, które przeszły całą drogę przez mękę przedspółdzielczą*, by osiągnąć wymarzony cel. Jako wiceprezeska odpowiada u nas za bezpieczeństwo (cokolwiek miałoby to znaczyć). Jako jedyna chętnie z pewną regularnością podkreśla, że lubi resztę. Wierzymy jej.
(*męka przedspółdzielcza - ogół problemów stojących na drodze przyszłych spółdzelców do urzeczywistenienia się idei spółdzielczości)

Mikołaj "Na wschód od Konina Azja się zaczyna"

Jedyny wielkopolski akcent zespołu. Z gatunku tych, co już nie tamci, ale jeszcze nie ci. Ani nie swój, ani nie obcy. Taki troszkę człowiek pogranicza. Właściwie nie wiadomo, o co mu chodzi. Nie wiadomo też skąd się właściwie wziął i dlaczego wcięło go na kilka lat. Faktem jest, że po tym czasie Goethego czytał już w oryginale. Nie ułatwia dziewczynom zanadto życia, ale z racji niedoreprezentacji męskiego czynnika w spółdzielni jest wdzięcznym obiektem do wylania niejednej kobiecej złości. Jest duża szansa, że się z Tobą nie zgodzi i przekaże Ci to raczej na piśmie. Choć nie ma o tym zielonego pojęcia, to zajmuje się u nas przygotowywaniem wszelakiej maści wydarzeń. Romantyk do bólu.

Joanna "A jeden mój przyjaciel …"

Joanna, niczym Bona Sforza, wjechała do naszego zespołu, wyśmienicie dopełniając nas swoją młodzieńczą, kulinarną (i nie tylko) energią, którą przelewa niemal obsesyjnie (czytaj: z pasją) na pyszne smakołyki. Jeśli już zdarzy się, że Cię namierzy, to możesz być pewien, że nie obejdzie się bez długich wyjaśnień, przy wtórze jej własnych wypieków, konfitur i kawy przyrządzonej tak jak lubisz. Silna, konkretna, bezpardonowa, szybciej dogada się z mężczyzną, słowem: baba z krwi i kości, nie jakieś tam lelum polelum. Zna wszystkich, a już na pewno jej znajomi znają wszystkich. Albo udaje, albo faktycznie czyta kilka książek tygodniowo. I raczej kilka razy dziennie przeleci mopem cały lokal. Uwielbia hiperbolizować i nie lubi brzmienia wielu wyrazów. Zdaje się, że jest jedyną ambitną osobą w zespole (ku przerażeniu pozostałych).

Wiele, wiele księżyców temu Świetlik był znany pod innym imieniem. Był gwiazdą i miał na imię Zapomniane Migotanie. Ten mały braciszek był częścią Wielkiego Narodu Gwiazd i żył razem ze swoimi Siedmioma Siostrami Gwiazdami, które nadal błyszczą na niebie.(…) Siedem Sióstr Gwiazd podtrzymywało Siedem Świętych Kierunków - Wschód, Południe, Zachód, Północ, Powyżej, Poniżej i Centrum – ucząc nas, całe Ludzkie Plemię, oddawać cześć obfitości, którą Wielki Bizon przynosi nam z każdego kierunku. Zapomniane Migotanie zawsze był smutny, bo jego siostry miały misję podtrzymywania Siedmiu Świętych Kierunków dla Wielkiego Bizona, a on nie był pewien, jaka jest jego własna misja. Był tak bardzo smutny, że czasami pozwalał swojemu światełku gasnąć i dlatego zyskał sobie przydomek Zapomniane Migotanie.

Pewnej Nocy, kiedy Babcia Księżyc ukazywała w Pełni swoje oblicze, Zapomniane Migotanie poprosił ją o pozwolenie na opuszczenie Narodu Gwiazd i zbliżenie się do Matki Ziemi, żeby poznać cel swojego życia. Babcia Księżyc pozwoliła Zapomnianemu Migotaniu odejść, ale ostrzegła go, żeby uważał i nie zbliżał się za bardzo do Ziemi. Przyciąganie Matki Ziemi może go zatrzymać i nie pozwolić mu wrócić do domu. Zapomniane Migotanie obiecał, że będzie uważał i że będzie podróżował tylko wtedy, kiedy będzie bezpiecznie.

Pierwszej Nocy Zapomniane Migotanie podróżował przez Naród Gwiazd, dopóki nie zawisł na chmurach ponad Świętymi Górami. Był bardzo szczęśliwy, bo zobaczył wszystkie swoje Maleńkie Siostry i Braci z Plemienia Istot, jak bawią się w świetle księżyca. Krzyknął na Brata Kojota i zapytał, czy też może się do nich przyłączyć. Kojot był znany wśród zwierząt jako Oszust, ale mały Zapomniane Migotanie nie wiedział nic o Dzieciach Ziemi, bo nie był nigdy nigdzie indziej poza Narodem Gwiazd. Oszust Kojot odkrzyknął, że byłby zaszczycony, gdyby Mały Gwiezdny Brat zechciał się z nim pobawić, ale uważa, że Zapomniane Migotanie jest zbyt daleko.

Zapomniane Migotanie pomyślał przez chwilę i zdecydował się podejść bliżej, tańcząc na niebie, podczas gdy Kojot tańczył z nim na ziemi. Kojot zaczął mówić do Małego Gwiezdnego Braciszka bardzo cicho, tak, aby ten musiał się zbliżyć, żeby usłyszeć Oszusta. Coraz cichsze słowa przyjaźni ściągnęły Małą Gwiazdkę z nieba tak, że unosiła się tuż nad głową Kojota.(…) I wtedy ten podły, stary Oszust porwał Zapomniane Migotanie i pożarł go! (…) Przypuszczam, że wiecie, jak bardzo przerażony był Zapomniane Migotanie, kiedy się znalazł w brzuchu Oszusta. Był tak zdenerwowany, że zapomniał migotać. Nie wiedział, jakim cudem mógłby się bezpiecznie wydostać.

Mniej więcej w tym czasie, kiedy Kojot połknął Małego Gwiezdnego Braciszka, Babcia Księżyc zerknęła w dół i zobaczyła, że nigdzie nie widać Zapomnianego Migotania. Patrzyła i patrzyła i nigdzie nie mogła go wypatrzyć. Zaniepokojona wysłała trzy Komety, aby go poszukały.

Mały Braciszek siedział przestraszony w brzuchu Oszusta. Wiedział, że albo przypomni sobie całą mądrość, której go nauczyło jego Siedem Sióstr, albo nigdy więcej ich już nie zobaczy. Ostatecznie przypomniał sobie, dlaczego nazwano go Zapomnianym Migotaniem. Zawsze się martwił, że jego światło nie jest takie ładne, jak jego sióstr, więc tylko mrugał maleńkim światełkiem to tu, to tam. Teraz, ponieważ był uwięziony w brzuchu Kojota, postanowił uwierzyć we własne zdolności i zabłysnąć jasno. Chuchał i dmuchał i słał całe światło swego maleńkiego ciała, świecąc i błyszcząc tak jasno, jak tylko potrafił.

Oszust nagle zorientował się, że to jego oszukano, bo całe jego pokryte futrem ciało świeci jak Dziadek Słońce. Kojot uciekał i uciekał, starając się ukryć przed Kometą, którą Babcia Księżyc wysłała, żeby znalazła Małego Braciszka. Oszust widział ją, jak krąży nad preriami w poszukiwaniach Zapomnianego Migotania. Teraz Oszust był tak jasny, że nie było takiego miejsca, do którego mógłby uciec i schować się, żeby Kometa go nie znalazła. W panice Oszust otworzył usta, wypluł Małego Gwiezdnego Braciszka i uciekł.

Kometa zaniosła wiadomość Chmurom, które przekazały ją Piorunom, a te z kolei Błyskawicom, że podły stary Oszust musi dostać nauczkę. Gwiezdny Naród wypełniał gniew Krewnych Małego Braciszka. Zebrało się na burzę. Chmury wypełniły się Kroplami Deszczu i Lodem, które mogły zmoczyć i uderzyć Kojota swoimi ciałami z wody i lodu. Hinoh, Wódz Piorunów, toczył swój grzmot, a Ptaki Gromu trzepotały ogromnymi skrzydłami, wydając tak przerażający huk, że Oszust stał dygocząc ze strachu.

Przyciąganie Matki Ziemi uwięziło Małego Gwiezdnego Braciszka. Nie mógł oderwać się od niej i wrócić do domu. Nadal lśnił jasno, więc Podniebni Krewni widzieli, gdzie jest, ale nie mogli go uratować, bo również sami mogli zostać złapani przez Planetarne przyciąganie Matki. Wołał do Matki Ziemi, prosił ją, żeby go wypuściła i czekał na jej odpowiedź.

Burza przechodziła nad ziemią. Kiedy Oszust wreszcie znów poczuł swoje łapy, zaczął uchylać się przed grudkami lodu i marznącym deszczem. Śruby błyskawic roztrzaskiwały się dookoła niego, aż wreszcie jedna uderzyła w Oszusta. Jego ogon stanął w płomieniach. Kojot biegł i biegł myśląc o tym, jak oszukać Podniebnych Krewnych i zmusić ich, żeby go zostawili w spokoju. Mały Gwiezdny Braciszek w końcu usłyszał głos Matki Ziemi poprzez grzmoty Piorunów. Jej głos niósł się przez wściekłą wichurę, która towarzyszyła burzy wywołanej przez jego Krewnych. „Zapomniane Migotanie, będziesz teraz żył pośród Dzieci Ziemi. Gdybym zrezygnowała ze swojego przyciągania, mógłbyś wrócić do domu, ale wtedy wszystkie moje dzieci oderwałyby się od ziemi i poleciały do nieba. Jesteś odpowiedzialny za brak uwagi, którą Babcia Księżyc radziła ci zachować. Nie ma możliwości, żebym mogła ci pomóc bez krzywdzenia moich innych dzieci. Możesz tu z nami zostać i zdecydować, jaką istotą chcesz być.

Zapomniane Migotanie był smutny, ale wiedział, że Matka Ziemia ma rację. Nie uważał, zignorował rady Babci Księżyc i został oszukany. Chciał być częścią Gwiazd i móc widzieć świat z góry, tak jak zawsze to robił, kiedy żył ze swoimi Siedmioma Siostrami. Wiedział, że już nigdy nie zapomni błyszczeć jasnym światłem, bo chciał dawać znać swoim Podniebnym Krewnym, gdzie jest i w ten sposób zachować pamięć swojej rodziny. Powiedział Matce Ziemi, że chciałby być latającą istotą, która świeci jak gwiazda. Matka zgodziła się i zmieniła go w latającego chrząszcza, członka Plemienia Owadów. Położyła maleńką gwiazdkę na jego ogonie, żeby mógł mrugać do swoich Podniebnych Krewnych.

Od tamtej pory, kiedy Kojot usłyszy grzmot lub zobaczy Świetlika, ucieka w popłochu. Oszust pamięta, jak błyskawica ugryzła go w ogon i jak musiał wskoczyć do stawu, żeby się jej pozbyć. Ludzie mawiają, że Zapomniane Migotanie zyskał miano Świetlika, bo świetliste Pioruny i Błyskawice policzyły się z Kojotem, przynosząc zwycięstwo i przywracając honor Małemu Gwiezdnemu Braciszkowi. Ludziom Świetliki przypominają, że mamy pozwolić naszemu światłu błyszczeć, że jeśli nasze oczy będą błyszczeć, Oszust nie będzie mógł nas złapać na swój haczyk.

Tekst jest fragmentem książki Jamie Sams
„13 pierwotnych matek klanowych” (CoJaNaTo 2012)